Wielkie rozczarowanie spotkało kibiców przybyłych na inauguracyjny mecz Stali Stalowa Wola z Dolcanem Ząbki. Stal, prowadzona po raz pierwszy w oficjalnym meczu przez trenera Przemysława Cecherza, była jedynie tłem dla dobrze grających gości. Dwie bramki zdobył Marcin Tataj, po jednej Grzegorz Lech i Benjamin Imeh. Honorowe trafienie dla Stali zanotował Jurij Mychalczuk. Zobacz fotorelację>>>
Beznadziejny debiut Nowy trener, nowi zawodnicy, nowy sezon i 3000 kibiców na trybunach niezmiennie liczących na zwycięstwo Stalówki. Mecz mógł rozpocząć się dla nas znakomicie. W 8 minucie po rzucie rożnym Igor Migalewski popisał się ładnym uderzeniem z przewrotki, jednak na wysokości zadania stanął bramkarz gości Rafał Misztal. Katastrofa Stali rozpoczęła się w 15 minucie. Grzegorz Lech strzałem w długi róg z narożnika pola karnego wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W 30. minucie na 2:0 podwyższył Marcin Tataj, który otrzymał dobre podanie od Piotra Kosiorowskiego. Kolejny błąd słabo grającej defensywy gospodarzy wykorzystał w 57 minucie Benjamin Imeh i było już 3:0 dla Dolcanu. Na 15 minut przed końcem meczu miejscowych dobił Marcin Tataj. Honor Stali uratował w końcówce spotkania Jurij Mychalczuk. „Dzisiaj Dolcanowi wszystko wychodziło, a nam kompletnie nic” - ubolewał po meczu kapitan naszej drużyny Tomasz Wietecha. W odmiennym nastroju był kapitan ząbczan Piotr Kosiorowski: „W drugiej połowie kontrolowaliśmy już przebieg wydarzeń na boisku, chociaż w końcówce pozwoliliśmy sobie na zbyt dużo nonszalancji i dlatego straciliśmy jeszcze tę bramkę w ostatniej minucie”.
(Nie)ambitna Stal W równie dobrym nastroju mógł być trener Dolcanu Marcin Sasal: „Inauguracja nam się udała, bo wygrać 4:1 na Stalówce to na pewno nie każdy zespół potrafi”. Szkoleniowiec przyjezdnych pochwalił za ambicję również Stalowców. Z tym nie zgadzał się trener Przemysław Cecherz: „Nie zgadzam się zupełnie z trenerem Sasalem, bo zespół Stali Stalowa Wola dzisiaj nie grał ambitnie”. Zarzucał swoim podopiecznym, że już po pierwszej straconej bramce „pękli”, oddając pole gry rywalom: „Po pierwszej straconej bramce skończyła się ambicja w tym zespole i ten mecz oddaliśmy”. Trener Stali miał do swoich zawodników pretensje również o to, że próbowali wymuszać rzuty wolne i grali zbyt dużo „prywatnej piłki”. Za mało pracy włożyli jego zdaniem boczni pomocnicy naszego zespołu. Co ciekawe Dolcan niczym szkoleniowca Stali nie zaskoczył: „Dolcan taktycznie nas niczym nie zaskoczył”. Gorszego debiutu w na ławce trenerskiej Stali wyobrazić sobie chyba nie można. Wyraz swojemu niezadowoleniu dali również kibice, których cześć opuściła stadion po trzeciej straconej bramce. Nieco bardziej wytrwali wyszli po czwartym golu dla gości. Ci, którzy zostali do końca meczu mogli przynajmniej na osłodę zobaczyć honorową bramkę dla gospodarzy. „Jest mi na dzień dzisiejszy trochę wstyd za siebie, wstyd za zespół i myślę, że to samo czują zawodnicy” - kajał się trener Cecherz, zapewniając, że rozumie kibiców i na nich się nie obraża.
Grają z faworytem Po takiej klęsce, jaką niewątpliwie był mecz z Dolcanem Stal czeka zadanie teoretycznie jeszcze trudniejsze. Jej rywalem będzie Widzew Łodź. Jednak zanim to nastąpi trener Przemysław Cecherz musi poukładać zespół, aby ten był w stanie podjąć walkę z faworytem rozgrywek. „Teoretycznie wszyscy wydają się tacy czy tacy, można od razu ustawić tabelę” - komentuje trener Przemysław Cecherz, chociaż trzeba przyznać, że jeżeli Stalowcy zagrają za tydzień tak jak w meczu z Dolcanem, to niczego dobrego spodziewać się nie można. Co najgorsze w sobotnim spotkaniu zawiodła również defensywa, która w całej rundzie wiosennej minionego sezonu pozwoliła rywalom strzelić zaledwie jednego gola, a z Dolcanem popełniała rażące błędy. Dla trenera Przemysława Cecherza mamy coś pocieszającego. Jego poprzednik, Władysław Łach w swoim debiucie na ławce trenerskiej Stali również przegrał 1:4 (w Płocku z tamtejszą Wisłą). Następne spotkanie „Zielono-czarni” wygrali 3:0. I chociaż rywalem był wówczas nie klub z ligowej czołówki, a GKS Jastrzębie, to nie pozostaje nam nic innego jak wierzyć w to, że w najbliższym meczu Stali uda się zmazać plamę z inauguracji. W końcu z mocnymi rywalami gra(ło?) nam się lepiej...