Po czterech z rzędu porażkach podopieczni Bogdana Pamuły pokonali w ostatnim z serii pięciu wyjazdowych meczów Polonię 2011 Warszawa 76:56. Na uwagę zasługuje fakt, że aż pięciu zawodników Stalówki zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową. Pozytywnie zaskoczył przede wszystkim Marcin Malczyk, który do 13 punktów dołożył jeszcze 8 zbiórek i 4 przechwyty. Zobacz fotorelację >>>
Polonia 2011 Warszawa - Stal 56:76 (21:18, 12:20, 7:16, 16:22)
Spotkanie Polonii 2011 Warszawa i Stali Stalowa Wola miało przynieść dla naszego zespołu przełamanie po czterech z rzędu porażkach. O przerwanie złej passy zamierzali walczyć również Poloniści, którzy nie wygrali żadnego z pięciu kolejnych spotkań. Jednak patrząc na tabelę, faworytem była Stal. Nasz zespół zajmował przed tym pojedynkiem 10. miejsce, a podopieczni Mladena Starcevicia plasowali się na 13. lokacie i wyprzedzali jedynie Sportino Inowrocław. Stołeczny zespół zwyciężył tylko dwukrotnie, za to koszykarze Bogdana Pamuły mieli na koncie sześć zwycięstw i to pozwalało stawiać ich w roli faworyta. W I rundzie lepsi byli stalowowolanie, którzy pokonali Polonię 2011 84:78.
Mimo niekorzystnych wyników Polonia 2011 zbiera same pochwały. Zespół składa się wyłącznie z Polaków, wśród nich sporo jest zawodników młodych, o których już teraz mówi się, że w przyszłości będą stanowić o sile reprezentacji Polski. Na lidera wyrasta Dardan Berisha, ale niemałe umiejętności prezentuje też rozgrywający Tomasz Śnieg. Obaj zawodnicy znaleźli się w kadrze Polski na mecz z zagranicznymi gwiazdami PLK. W gronie warszawskiej młodzieży znajduje się ponadto Piotr Pamuła, syn szkoleniowca Stali.
Ale to nie młodzi gracze, a doświadczony Leszek Karwowski zaprezentował się najlepiej w stołecznej ekipie. Jego 18 punktów na niewiele się jednak zdało. Stalowcy pewnie zwyciężyli, chociaż w I kwarcie przegrywali już nawet 9:16. Trudno się temu dziwić, gdy spojrzymy na skuteczność podopiecznych Bogdana Pamuły. Przez pierwsze 10 minut wykorzystali jedynie 2 z 11 rzutów dwupunktowych. W całym meczu było lepiej - 16/40 za dwa, ale to i tak wynik, który nie powala na kolana.
Kluczem do zwycięstwa było wygranie rywalizacji na deskach. Stal zbierała piłkę 37 razy, z czego aż 18 na atakowanej tablicy. Gospodarze zanotowali 24 zbiórki, a innym elementem gry, w którym wyraźnie odstawali od przyjezdnych, były rzuty z dystansu. Dziewięć trójek Stalowców przy zaledwie trzech graczach Mladena Starcevicia pozwoliło wypracować solidną przewagę. W starciu beniaminków - po raz drugi w tym sezonie – lepsza była Stal, która wygrała 76:56. Co ciekawe, było to drugie zwycięstwo naszych zawodników w hali Koło. Swoje mecze rozgrywają tam również koszykarze Polonii Azbud, którzy w tym sezonie przegrali u siebie ze Stalówką 75:77.
Na następny mecz naszych koszykarzy przyjdzie nam czekać do 30. stycznia. Po serii wojaży Stalowcy w końcu zagrają we własnej hali, gdzie podejmą Trefl Sopot. W pierwszym spotkaniu obu drużyn sopocianie rozbili Stalówkę, wynik 81:57 chluby podopiecznym Bogdana Pamuły nie przynosi. Teraz nadarzy się znakomita okazja do rewanżu, tym bardziej, że zespół Karlisa Muiznieksa notuje ostatnio wyraźny spadek formy. Z ostatnich siedmiu meczów Trefl wygrał zaledwie jeden, ale za rywali miał zespoły z ligowej czołówki. W derbowym meczu z Asseco Prokomem Gdynia do gry po kontuzji powrócił lider drużyny, center Saulius Kuzminskas, a pierwszy mecz w barwach sopockiego klubu rozegrał Michał Hlebowicki. Na Mistrzów Polski to nie wystarczyło, a czy wystarczy na Stal? Początek spotkania 30 stycznia o 18 w hali MOSiR w Stalowej Woli.